Blog Eugeni Bujak: „Polska kadra kobiet jedzie na IO do Rio!”

1

Cześć wszystkim,

Chciałabym Wam wiele powiedzieć, ale najważniejsze jednak będą wydarzenia z ostatniego czasu. Zrezygnowałam z toru. Teraz znów tu jestem. Powiedzenie „nigdy nie mów nigdy” jest jak najbardziej prawdziwe.

Dlaczego odeszłam? Już kiedyś o tym pisałam. To były moje prywatne problemy. Z końcem stycznia po różnych zawirowaniach podjęłam decyzję, że chciałabym wzmocnić polską drużynę. Jednak nie byłam też pewna, czy po roku przerwy dam sobie radę. To zupełnie inna praca i nawet nie wiedziałam co mi dadzą moje nogi.

Z wielkimi obawami leciałam do Pruszkowa. Jak to będzie w środku, w ekipie. Jak zostanę przyjęta, bo przecież kiedyś ich zostawiłam. Nie żałuję decyzji. Wiele tu się zmieniło, oczywiście na plus. To był dla mnie najprzyjemniejszy czas na torze. Na treningach też nie odstawałam od dziewczyn. Nie może być zawsze pięknie.

Dzień przyjazdu do Londynu zapamiętam do końca życia. Czułam narastający ból pleców, który utrudniał mi poruszanie. Do wejścia do samolotu bagatelizowałam to. Jednak ból z minuty na minutę narastał. Był tak silny, że musiałam „wołać o pomoc”. Bardzo szybko zareagowała obsługa samolotu. Doraźną pomoc otrzymałam bezpośrednio od każdego z naszej ekipy, m.in Igora Krymskiego, który próbował zadziałać technikami manualnymi.

Po lądowaniu ból okazał się jeszcze silniejszy i nie byłam w stanie wyjść z samolotu o własnych siłach. Załoga samolotu zadzwoniła po windę, wyjechałam na wózku inwalidzkim. To był dla mnie wielki cios. Dużo myśli przebiegało po mojej głowie. Bałam się, że nie stanę na nogi a przecież przyjechałam tu by wspólnie walczyć o Igrzyska.

To jakie uczucia towarzyszyły mi w tym momencie nie jestem w stanie do niczego porównać. Kolejne dwa dni spędziłam w łóżku. Wszyscy mnie wspierali i pomagali stanąć na nogi.

12784314_1080354072016771_1903082960_n

Dziewczyny wraz z trenerem przynosiły mi jedzenie do łóżka, opowiadając, jak każdy chciał dać cząstkę siebie i doradzali, co by mi najlepiej smakowało. Edzia, z którą dzieliłam pokój była moimi nogami. Doktor Piotr Eliks działał magicznie akupunkturą, psycholog Marek Graczyk treningiem autogennym na materacu magnetycznym.

Miałam też stały kontakt z moją Panią psycholog Anitą. To przede wszystkim dzięki niej wróciłam na tor. Kolejne dni były próbą raczkowania. Wsiadłam na rower, ale nie od razu zaczęłam szybko jeździć.
Patrzyłam na dziewczyny i chciałam być już z nimi. Z dnia na dzień czułam się coraz lepiej. Ból w końcu ustąpił. Byłam bardzo szczęśliwa, wręcz tryskałam radością.

To było coś nie możliwego, jak szybko nasza polska ekipa postawiła mnie na nogi.

Wsparcie rodziny, najbliższych i wszystkich którzy byli tu ze mną było bezcenne. Pięknie zakończyła się ta historia. Wystartowałam, byłam częścią drużyny. Polska kadra kobiet jedzie na IO do Rio!

12782519_1080354085350103_984522608_n

Dziękuję Wam kochani, że byliście ze mną, za powrót na rower, za wspólna walkę, za bilet dla Polski do Rio!

Pozdrawiam, Gienia!