(Nie) kolarscy znajomi

0

Tak samo w moim, jak zapewne i w Waszym okręgu (poza rodziną) otoczenie składa się na lokalną społeczność, z którą mamy jakąś styczność (kumple z pracy, podwórka, czy ze szkoły), a której niekiedy nie sposób czasem zrozumieć fakt z posiadania tak wymagającej pasji, jaką jest kolarstwo i tych, którzy znają się na tym sporcie od podszewki. Wiecie, każdy ma jakąś pasję. Pasję, która rodzi się z emocji, w miarę przeżytych doświadczeń wywołuje w nas pozytywne wrażenia i sprawia, że na co dzień potrafimy cieszyć się życiem. Bynajmniej z reguły tak jest, bo to zwykle ona utrzymuje nas przy życiu w dążeniu do realizacji swoich celów, czy po prostu samospełnienia. Naszą jest przede wszystkim kolarstwo (z głównym nastawieniem na szosę oraz mtb).

Tekst ten będzie dzisiaj poświęcony tym pierwszym. Wiedzcie, że bardzo Wasz szanujemy, ale niekiedy nie sposób się chociażby spotkać na przysłowiowe piwo i chwilę pogadać. Dlatego też zrozumcie czasem, gdy swój czas wolny wolimy przeznaczyć na rowerowe kręcenie niż kolejne wyjście wieczorem na miasto.

Jest poranek. Przecieram wyrwane z nocnego snu, sklejone niczym naelektryzowane dwie kartki papieru powieki i spoglądam w stronę odsłoniętego okna. Społeczeństwo budzi się do życia i jak co dzień będzie się zmagać z problemami i walczyć o upragniony sukces. Nie dziwota. Wszyscy chcą być szczęśliwi w tym co robią. A jeśli pasja przerodzi się w pracę, to wygrałeś życie. Jest kwadrans po siódmej. Czas ruszyć na zajęcia.

Kilka godzin spędzonych na wysłuchiwaniu tydzień w tydzień akademickich treści może być równie ciekawe, co też demotywujące. Na szczęście ktoś kiedyś miał szalenie dobry pomysł, by zmienić świat na lepsze i oto mamy rower!

Sięgam ręką w kierunku szafy i wydobywam z niej kolarski ciuch, w którym pokręcę na kolejny trening po miejskich terenach w okolicy. Wsiadam na rower, wpinam się i mocnym ruchem korby wykręcam kolejne kilometry. I tak prawie codziennie. Aż do wyścigu. To właśnie wtedy przychodzi ten decydujący moment, gdy jedni po raz ostatni zsiadają z siodełka na kolarskiej trasie.

Czasem jeżdżę żeby tylko pokręcić się po okolicznych miejscach, a innym razem lecę jak na złamanie karku żeby zaliczyć koma na stravie. Pomimo tego, że robię to amatorsko, to jest w tym jakaś pociągająca siła, która nie pozwala mi odpuścić i powiedzieć sobie: Nie, to jednak nie dla mnie. To właśnie rower niekiedy utrzymuje nas przy życiu, pozwala na wspólne treningi i sprawdzenie siebie. Kręcę po szosie, kręcę po lasach, gdy jest okazja to wspinam się po szosowych szczytach na górskich terenach. Jest pięknie, kolorowo, a sam fakt z tego, że mogę się wznieść wysoko o własnych siłach napędza mnie do jeszcze większego działania. To nie tak, że żyjemy tylko rowerem, ale czasem to różnie bywa.

Miałeś też tak, że umówiłeś się z kimś na spotkanie, ale zapomniałeś o nim i właśnie poszedłeś na rower? Ile razy zdarzyło Ci się o czymś zapomnieć, bo tak bardzo byłeś zafascynowany przez swoją pasję?
Mi wielokrotnie, ale teraz już ten problem przeminął. Kiedy wreszcie zrozumiałem, że sport i ta cała jazda nie jest czymś wielkim, czymś dzięki czemu przewrócę świat do góry nogami. Jest nas wiele w tym kolarskim świecie. Szczególnie osób, które chciałyby doścignąć własnych idoli, ale przyjmujmy wszystko z umiarem i bez spiny.

Wiadomo, że trenujcie czasem ponad swoje siły, ok. Nikt Wam nie ma tego za złe, to Wy decydujecie o tym, na co właśnie macie ochotę. Zapisujcie wszystko we swoich tabelkach, nie ma sprawy. Tylko pamiętajcie o tym, że jeśli traktujecie to amatorsko, to sport nie powinien wypełniać całego Waszego życia.
Pomimo, że to sport amatorski, to jednak wypełnia nam dużo czasu i wyrzeczeń, jak regularność treningów, czy nawet stosowanie jakiegoś określonego jadłospisu.

Nie miejcie więc nam tego za złe, jeśli większość czasu spędzamy na rowerze i nie mamy dla Was wolnej chwili. Wiecie, jazda na rowerze jest jak nałóg. Jeśli raz spróbujesz, to ciężko będzie Ci to odstawić. A co w tym złego, jeśli właśnie w danym momencie czujemy potrzebę pokręcenia na rowerze? Sprzyja to ku zdrowiu, poprawia samopoczucie i sprawia, że jeszcze możemy coś przy tym zgarnąć na wyścigu? A tak poza tym, to Wy też możecie się do nas dołączyć. Zawsze macie furtkę otwartą na wspólną przejażdżkę.
I to nie tyle, że cały czas jeździmy na rowerze nic nie robiąc poza tym faktem. Czasem zdarza się nam jeszcze kibicować (jeśli nie startujemy) albo zobaczyć jakiś wielki tour na szklanym ekranie telewizora, ale oprócz pasji mamy także masę innych obowiązków. Tak samo jak wszyscy.

Wiecie, kolarstwo to nasza pasja. To część naszego życia. Jedni grają na skrzypcach, a innym przynosi radość gry w szachy, czy nawet zwykła rozmowa z kimś z bliską osobą. To w jakimś stopniu daje nam dozę wolności i pozwala na oderwanie się od codzienności. Ale to tylko sposób na większe wyzyskiwanie endorfin z życia i ewentualne ugranie pudła na wyścigu. Nie wypełnia to naszego całego życia, ale często nawał obowiązków (stres, obniżone samopoczucie…wstaw, co Ci odpowiada) najzwyczajniej w świecie sprawia, że jedyne o czym marzymy to zamknięcie się w czterech ścianach własnego lokum i oddanie się chwili odpoczynku. Jak każdy.

Mam w swoim gronie znajomych, którzy pozwolili by na wyzbycie się wielu rzeczy i zastosowanie groma wyrzeczeń, by choć raz móc zrobić o czym od dawna marzyli. Zapewne każdy z nas ma w swoim życiu takie chwile. Ja też mam takie momenty, ale zaraz coś sprowadza mnie na ziemię i nie pozwala na górnolotne ideowanie. Nie stwierdzam, że to złe, ale do wszystkiego trzeba podchodzić ze spokojem.
Nie popadajmy w skrajności. Parę lat temu u jednego z moich rowerowych znajomych pasja przerodziła się w fanatyzm, który stał się zabójczy. Może nie tak dosłownie, ale spędził dobry czas na sesjach, które leczyły go z stanu depresji. Po prostu źle wyznaczał swoje cele wybierając siły ponad miary. Teraz z tego wyszedł, ale jeszcze jakiś czas temu świata poza rowerem nie widział. Choć wyników nie odnosił zbyt obiecujących. Dzisiaj odstawcie swoje rowery, wyłączcie internet i zadzwońcie do dawno niewidzianego kumpla. Kolarstwo to tylko sport, potraktujcie go z dystansem.

A następnym razem może pójdziecie razem trening. Opowiecie mu o swojej pasji i zainspirujecie do działania. Będzie fajnie!