Nowy rok, postanowienia, wartości

0

Pędzę czasem w napływie swych sił, by zdążyć jak na ostatnie zielone światło w tym dniu. Dojeżdżam do domu i zdaje sobie sprawę, że przejechane dzisiaj kilometry to mój jedyny w życiu, a do tego prywatny wyścig. To moje kręcenie się po ulicach, walka z samym sobą, ze słabościami.

Bo kiedyś jeden starszy Pan w białym fartuchu po długo przebytych studiach stwierdził, że to właśnie ja nie mogę uprawiać sportu wyczynowego. Normalna rzecz, jak każda inna (wiele jest takich przypadków na świecie), ale wyższa częstotliwość treningów może być czasem zabójcza, i to nawet czasem takie zwykłe pyk pyk po szosie sprawia, że wcześniej muszę przystopować. Kręcę na niewielkich dystansach, czasem się dziwię, że jeszcze tak można, ale co poradzisz. Miłości nie wybierasz. Na ten rok planuje dokończyć sprawy, które wcześniej zacząłem i wprowadzać sukcesywnie inne. Tak by nie dać plamy.

Moja babcia powtarza zawsze, że najważniejsze to robić coś z sercem. Cokolwiek się robi i do czego dąży powinno mieć jakiś cel. Jeśli nie ma się swojego, to zazwyczaj pracujemy na cel drugiej osoby.  Wszystko inne odchodzi w niepamięć, gdy wracasz do domu po 8 godzinnej dniówce, a na domiar dobrego masz u boku bliską osobę, która przyrządzi Ci obiad z Twoich ulubionych warzyw. A o drugiej w nocy, gdy wszyscy słodko śpią przygotuje Ci herbatę, gdy sam styrany nie będziesz w stanie się dźwignąć z łóżka. Bo ktoś Cię kocha, ktoś sprawia, że Twój dzień staje się przyjemniejszy, a opierdziel wydany przez szefa nie robi na Tobie wrażenia. W zasadzie teraz jest taki moment, w którym możesz sobie powiedzieć, co tak naprawdę jest ważne, jakie wyznajesz wartości, a jakie są Twoje kolejne postanowienia na nowy rok.

Wszystkie te cechy, które interpretujemy jako własny świat rzeczywisty są wpajane od maleńkości. Od takiego brzdąca, który umorusany biega po podwórku goniąc za swoim pieskiem.

Ale dopiero, gdy mleko spod nosa przestanie nam w zupełności spływać, to zaczynamy rozumieć, co jest w życiu ważne.

Niezależnie od tego, jak zaplanuję jutro, czy przejdę kolejny raz tą samą drogą jak dnia poprzedniego, to i tak wiele spraw wyjdzie niespodziewanie.

W sumie to większość rzeczy wychodzi mi łatwiej, gdy podchodzę do nich z dystansem. Niby proste, ale jednak kiedyś to sprawiało mi o wiele więcej problemów. Wziąłem się za siebie i teraz jest tak fajniej, ciekawiej. Życie nabrało większych kolorów jakby to powiedział jeden z malarzy.

Rok rozpocząłem od kręcenia na mtb po płaskich terenach na mojej wiosce. Jest dużo miejsc zalesionych, teraz pokrytych śniegiem, ale są miejsca w których można pokręcić w ciekawym klimacie. Przynajmniej latem.

Kiedyś na ten przykład  zupełnie nie lubiłem sportu. W zasadzie to nie interesowałem się kompletnie żadną dyscypliną, a narodowa piłka nożna jest mi do tej pory zupełnie obca. Coś się jednak zmieniło, wsiadłem raz, drugi, trzeci, zacząłem więcej kręcić i tak zostałem na dłużej. Gdy miałem zaledwie cztery lata dziadek nauczył mnie jeździć na małym, niewielkim rowerku. Co to była za frajda, gdy sam bez podpórek mogłem sobie pojeździć przez chwilę przy rodzinnej posesji. Później to jakoś we mnie ucichło, a po kilku latach wróciło. Ze zdwojoną siłą. Fakt faktem, że nie startuję jednak nie demotywował mnie do tego, by nie robić tego z przyjemności i tak dla siebie. Dla relaxu. Spodobało mi się to, a jak to mówią miłości się nie wybiera.

W poprzednim roku rozpocząłem naukę jednego z języków romańskich. Zobaczymy, jak mi pójdzie, póki co jest ok. W między czasie podzielam życie na studiowaniu naszego ojczystego. Planuję jeszcze w tym roku odwiedzić kilka miejsc i odkryć wiele nowych szlaków.

Mateusz, który w przyszłym sezonie będzie startować w barwach formacji  Bike Atelier skupi się głównie na tym, aby kolarstwo traktować teraz jako odskocznię od codzienności. Życie poza-kolarskie również istnieje i jest bardzo ciekawe. Ma teraz ważniejsze priorytety i podobno nawet razem trenują. Zaplanował też wyszlifowanie swojego języka francuskiego (i wreszcie zdanie egzaminu!), ojczystego języka z kraju, gdzie spędził kilka lat swojego kolarsko – podróżniczego życia.  W zasadzie to swoim podejściem, bardziej zdystansowanym niż moje motywuje mnie do wielu działań.

Jest mroźno, ale…

Pokręcę jeszcze dzisiaj. Bo lubię, bo to mnie uspokaja, a czasem pozwala uporządkować nawet myśli.