Czy to jeszcze rowerzysta, czy już właściwe kolarz amator?

5

Wyjdź na dwór choć na chwilę się przewietrzyć, idź na spacer. Bo podobno to rozluźnia umysł. Tak mówią. Wystarczy przejść się chodnikiem wzdłuż głównych ulic, by zauważyć wysyp ludzi jeżdżących na rowerach. Patrząc na nich wszystkich przejeżdżających ulicami miasta…ubrani w stroje i kaski. Niekiedy nawet w zwykły t-shirt, ale dobrze, że większość ma kask na głowie. Świadomość niebezpieczeństwa, jakie wynika bez jazdy w kasku w naszym kraju jest tak znikoma, że wolimy wydać na rzeczy niepotrzebne pieniądze, niż zainwestować  w coś, co ma za zadanie  nas ochronić, a nie ładnie wyglądać. Bo jeśli złamiemy nogę, to ona się kiedyś zrośnie. Przecież to tylko kończyna. Ale jeśli doznamy urazu głowy, to przyniesie to nie odwracalne skutki. W zasadzie im mocniej i z większą prędkością uderzymy tym mamy mniejsze szanse na przeżycie.Taka jest prawda, ale niestety nie wrosła w nas jeszcze ta świadomość.  W przypadku osób jeżdżących czynnie na rowerach nasuwa się jedno zdanie. Czy to  jeszcze rowerzysta, czy już kolarz amator? Bo tak właściwie, co to za różnica. Ten pierwszy się ściga dla przyjemności, a ten drugi dla wyniku…no w zasadzie dla sprawdzenia się, bo zwykle w tzw. kolarstwie amatorskim nie ma spektakularnych wyników. Amator, który tak naprawdę jest bardzo dobry po jakimś czasie odnosi dużo lepsze sukcesy, bo został zawodowcem. Podobno. Ale to w zasadzie po co trenować, skoro nie planuje się startu w żadnych zawodach. Dla szpanu? Bo znajomy trenuje, to ja też zacznę? Bo tak kreują nasz wizerunek…ludzi nastawionych pozytywnie na sport i pragnących rzekomo zmienić swoje życie? Czy po to, aby coś jednak osiągnąć, bo może się uda?Ktoś kiedyś powiedział,że  morze jest głębokie, a uda są szerokie, więc takie sformułowanie nie ma najmniejszego sensu.

Sam wiem z własnego doświadczenia, jaki wycisk daje  rower. Niestety, ale męczę się kilkakrotnie szybciej niż inni ludzie.  Chociaż nigdy nie trenowałem. Każda moja jazda rowerem była wyłącznie zwykłą przejażdżką.  To nie mało nic wspólnego z   niechęcią do sportu, czy lenistwem, ale od najmłodszych lat żyłem z myślą, że nigdy nie będę mógł wystartować. Gdy mój obecny lekarz kardiolog oznajmił mi w młodzieńczym okresie życia, że mam problemy z sercem nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tak naprawdę to przekreśla w przyszłości jakikolwiek mój czynny udział w sporcie wyczynowym. On jednak wyraźnie to podkreślił i dał mi do zrozumienia, że mam sobie z tym dać spokój. Tak, jasne. Powiedzcie to młodemu człowiekowi, który ma marzenia, żeby całkowicie o nich zapomniał. Przez jakiś czas całkowicie zraziłem się do sportu, ale po jakimś czasie zrozumiałem i zacząłem na nowo oswajać się z tym, traktować to jako zwykłą przyjemność. To pozwoliło mi na lepsze zrozumienie całego sensu i istoty jazdy na rowerze. Dla rowerzysty nie jest ważny wynik, nie jest istotne czy przejedzie tą samą trasę raz szybciej a raz wolniej, nie jest też ważne ile zrobi, po kona kilometrów…no może jest, ale nie zawsze. Ale najważniejsze jest to, jaką radość mu daje sama jazda rowerem, jak to uwalnia pozytywne emocje, poprawia nastrój, samopoczucie. Dla rowerzysty nie jest ważne walki spektakularny cel, ale taki który jest realny i gromadzi się w jego zasięgu.

Kolarstwo znam jedynie z tzw.  strony kibica, ale również tutaj można dostrzec jak wiele jest różnic pomiędzy przysłowiowym ściganiem w Polsce, a za granicą. Dajmy na ten przykład Francję, gdzie amatorzy mają możliwość czynnego udziału w wyścigach w tygodniu roboczym, a w zamian otrzymują wynagrodzenie, które jest  oficjalnie traktowane jako wykonana praca. W Polsce by to nie przeszło. Zamiast cokolwiek robić tylko narzekamy. W zasadzie mamy to we krwi. Lubimy narzekać. Uwielbiamy, jak inni mają się gorzej od nas. To nas napędza, to nas kręci. Jesteśmy obłudni i fałszywi. Tak, to my polacy. Żywimy się nienawiścią i tym, że ktoś ma się gorzej od nas. Bo Kowalski kupił sobie nowego mercedesa, to ja też muszę mieć nowy samochód, chociaż mam na utrzymania rodzinę i dom do spłacenia na 30 lat kredytu. A co tam, najwyżej wyląduję pod mostem, najważniejsze, żeby sąsiedzi widzieli, że mam czym zaszpanować.

W sporcie jest podobnie. Sport polega na rywalizacji i na tym, żeby odnosić jak największe sukcesy. Bo kiedy Twoje cele są zasłonięte przez Twoje porażki to zaczynasz się wtedy zastanawiać, czy tak naprawdę to ma jakikolwiek sens. A jeśli masz jakikolwiek dylemat, to żadnej rzeczy nie zrobisz do końca dobrze, tak jak planujesz. Nigdy nie uda Ci się wszystkiego zrealizować, a co gorsza wpadniesz w depresję a to pociągnie za sobą o wiele więcej problemów, które będą się zapętlać. Zwykło się mawiać, że kolarz amator, to osoba, która po prostu rzecz biorąc „bawi się kolarstwem” ciężko trenuje, zwykle poza codziennymi obowiązkami, a w weekendy startuje w zawodach i cieszy się z każdego miejsca, które zajmie. Podobno tak jest. Zwykle to jednak jest tak,że amatorzy dużo bardziej się przykładają do startów, a podczas wyścigu można w nich zobaczyć zaciętą rywalizację, która wcześniej była wypełniona godzinami spędzonymi na trenowaniu, pilnym strzeżeniu własnego jadłospisu. A żeby ciut więcej nie zjeść, bo źle to wpłynie, jakby na niego klątwę rzucono i może coś pójść nie tak, jak się zaplanowało. Swoją drogą wszystko jest dla ludzi, ale czy warto tak się poświęcać, czy warto tracić swój cenny czas, który można przeznaczyć na równie przyjemniejszy czas, jak np. wyjście z rodziną na spacer.

 

  • Łukasz

    Jeżdżąc szosówką nie uważam siebie jako kolarza, ale trenując chcę poprawić swoją fizyczność i wyniki na poszczególnych trasach, rywalizuję sam ze sobą. Może nie jest to zwykłe jeżdżenie rowerem, ale także dla przyjemmności! Niekiedy nawet mogę skłamać, żeby tylko pójść chociaż na dwie godziny pojeździć. To już chyba nie jest zwykła jazda na rowerze, ale i nie kolarstwo…

  • redakcja kolarsko.com

    Rywalizacja z samym sobą to tak naprawdę największa rywalizacja naszego życia. Często poszukujemy własnych autorytetów, idoli, nie zauważając tego, że tak naprawdę to my sami dla siebie stanowimy największe ograniczenie i pewnym stopniu, jeśli mamy do tego predyspozycje możemy to zmienić, bo znając swoje psychiczno-fizyczne predyspozycje sami odczuwamy to, na co możemy sobie pozwolić i jakie realne cele wybierać. Każdy ma swój życiowy wyścig i to głównie od nas zależy, jak go ukończymy!

  • Tomek Tuszyński

    Rywalizacja z samym sobą to tak naprawdę największa rywalizacja naszego życia. Często poszukujemy własnych autorytetów, idoli, nie zauważając tego, że tak naprawdę to my sami dla siebie stanowimy największe ograniczenie i pewnym stopniu, jeśli mamy do tego predyspozycje możemy to zmienić, bo znając swoje psychiczno-fizyczne predyspozycje sami odczuwamy to, na co możemy sobie pozwolić i jakie realne cele wybierać. Każdy ma swój życiowy wyścig i to głównie od nas zależy, jak go ukończymy!

    http://timczek.pl/sportowa-motywacja/

  • Łukasz Kwiatkowski

    Mnie nie trzeba szczególnie motywować, tym bardziej do jazdy szosówką, ale bywają takie dni, że po 8-10 godzinach w pracy (której nienawidzę) jednak nie mam siły ruszyć nogami dalej jak do łazienki w celu umycia się. W okresie wiosenno-letnim staram się jeździć co drugi dzień, bo dni są dłuższe i nawet jak wrócę z pracy około 18-tej można coś jeszcze pokręcić. Nigdy nie będę na takim poziomie jak moi znajomi, którzy nie pracują fizycznie, ale nie biadole, że nie mam czasu 🙂

  • Tomek Tuszyński

    I to się liczy! Przyjęło się mawiać, że osoby nie uprawiające na co dzień sportów wyczynowych mają dużo łatwiejszą motywację do treningu. Nie ciąży na nich presja wyniku, niska samoocena wynikająca z upadku formy itd. Dlatego o wiele łatwiej jest ruszyć na rower chociaż pokręcić niewielki dystans, ale dla własnej satysfakcji!