Czy jest sens trenowania za granicą?

3

Amatorzy zazwyczaj trenują po to, żeby żyć. Zawodowcy żyją po to, żeby trenować. Każdy przecież musi coś w życiu robić, by wypełnić wolny czas i się zrelaksować.

Zima. Czas na przygotowanie się do sezonu i planowanie kolejnych celów. Dopiero rozpoczął się Nowy Rok, a niektórzy już popadają w depresję z przeświadczeniem, że nie uda im się zrealizować wszystkich planów w 2015 roku. Nie plany, a cele są najważniejsze. Cele krótkotrwałe, które nie wymagają ogromnego wkładu i są możliwe do zrealizowania. Podobno, jeśli masz cel, którego nie jesteś w stanie zrealizować w ciągu roku to nawet go nie rozpoczynaj, lub po prostu odłóż na moment, kiedy będziesz do niego naprawdę gotowy i pewny, że Ci się uda. Nic na siłę.

Kolarze często w fazie przygotowawczej wyjeżdżają za granicę, na tzw. zgrupowania. Pomaga im to budować formę i bazę do sezonu. Ostatnimi czasy co raz więcej osób, nie tylko zawodników zaczyna wyjeżdżać w  podobny sposób. Wszystko opiera się na podobnym schemacie. Ktoś organizuje wydarzenie, po czym zbiera się zgrupka ludzi, wyjeżdżają i wspólnie trenują. Wszystko fajnie. Ale po co to wszystko? Jeśli robisz coś z myślą tylko o tym, żeby wyjechać, coś tam pojeździć i tylko się dobrze bawić, to równie dobrze możesz robić to w Polsce. To nie wakacje. A ciężka harówa. Kolarstwo nie jest zabawą, by z dnia na dzień stwierdzić, a może zacznę startować..bez przygotować, bez treningów. Tak na spontana. Zupełnie bez sensu, ani nie odniesiesz w taki sposób wymarzonego wyniku, ani też nie będziesz zadowolony z samej jazdy na rowerze, nie wspominając już o startach.
Generalnie zgrupowanie jest nam zupełnie niepotrzebne, jeżeli sezon zaczynamy w maju, bo wszystko co nabudowaliśmy w marcu i tak zostanie utracone, jeżeli pogoda rzeczywiście będzie zła lub dojdziemy za wcześnie do formy, ale ją utracimy.
Na pewno sensem jest jeździć dlatego, żeby potrenować w cieplejszym, bardziej dogodniejszym dla organizmu klimacie.
Jednak bardziej bez sensu jest to, gdy pojedziemy na zgrupowanie tylko raz. Na przełomie stycznia i lutego. Bo jeżeli pojedziemy np. w styczniu, a potem powiedzmy w marcu, to ten pomysł ma sens, ale dalej nie jest to nam super niezbędne. Stracimy tylko wtedy pieniądze, czas i nadzieję, że coś się zmieni bez ciężkiej pracy.
Kolarzom ścigającym się w elicie jest to niezwykle niezbędne, oni wcześniej zaczynają sezon i wdrażają się do niego bardzo poważnie. Jeżdżą, trenują i mają z tego zarobek. Ale amatorzy?
Kolarze w czasach, gdy w peletonie dominowały takie postaci jak Szurkowski, Szozda większość przygotowań spędzali w Polsce, a i tak ścigali się na bardzo wysokim poziomie.
Po co to wszystko? Ta cała szopka? Żeby pochwalić się zdjęciami na facebook’u i poczuć się pro?

Na kształt hiszpańskiego Calpe mamy przecież  Sralpe Polska, które nie odbiega wiele od oryginału. W kraju też można się dobrze przygotować będąc nie tylko amatorem. Można korzystać z różnego rodzajów sportów uzupełniających. Gdy już dosiądziemy rower będziemy bardziej spragnieni jazdy.

Dlaczego ludzie wyjeżdżają za granicę?
Trend. Moda. Bycie profesjonalistą w każdym calu jest w ostatnim czasie bardzo modne w naszym kraju. Dążymy do bycia doskonałymi zapomniający o tym, że jesteśmy tylko amatorami, a sport uprawiamy głównie dla rozrywki.
Oraganizatorzy z zgrupowań uczynili sobie z tego biznes. Wydawanie szmalu po to, aby przez czas zgrupowania za granicą pokręcić sobie w warunkach nie odbiegających dużo od naszych krajowych. No tak, przecież rowerem nie wyjedziesz na Rysy, by poczuć się jak zawodowiec, który przejeżdża typowy etap w górskich warunkach. Pamiętaj, że jesteś amatorem i jeździsz wyłącznie dla siebie. Nie dla wyniku. Nie dla trenera. Nie dla sukcesów. Jeździsz wyłącznie dla siebie. Ewentualnie dla pokonania własnych słabości. Ale nie po to, by się przeciążać i przez to mieć problemy zdrowotne, psychiczne. Że coś nie wyszło, coś mogło pójść lepiej, ale to jednak nie to, to nie ten czas, nie ten moment.

Ale nic na siłę. Pamiętasz, jak nauczyciele uczyli Cię w szkole wzywając do tablicy…dużo powiedziane, uczyli. Próbowano Cię nauczyć czegoś, co uznawałeś, za nudne, nie przydante i mało interesujące. Taka nauka zwykle nie przynosiła efektu, ale jednak mało czasu poświęcałeś na pogłębianie wiedzy w tym temacie, naukę tego przedmiotu, co równało się z niskimi wynikami w teście. Tak też jest z treningiem i tym co nazywamy ćwiczeniami w sporcie. Jeśli tylko i wyłącznie wyjeżdżasz na zgrupowanie po to, aby przez najlbiższe kilka miesięcy nic nie robić i błogo sobie odpoczywać z nadzieją, że skoro było dobrze, to zawsze będzie dobrze. To rzuć tym od razu. Tak będzie lepiej. Dla Ciebie. Twojego portfela. Twojego czasu wolnego.