Wywiad z Bogdanem Czarnotą

1

Wywiad z Bogdanem Czarnotą. Zawodnikiem ekipy Volkswagen MTB Samochody Użytkowe oraz trenerem personalnym (czarnotatrening.pl). Przeprowadzał Tomasz Tuszyński

Obecnie jest schyłek sezonu MTB. Jak może Pan podsumować dotychczasowe starty?

Tak mamy już praktycznie sezon za sobą, choć przed nami jeszcze kilka ważnych startów, między innymi Mistrzostwa Polski w maratonie. Do tej pory sezon dla grupy Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team był bardzo dobry. Wiele znaczących zwycięstw i czołowych lokat wywalczyli nasi zawodnicy. Jeżeli  chodzi o moje starty to sezon mogę podzielić na dwie części. Wiosna była tak jak zaplanowałem. Wysoka forma pozwoliła mi na wywalczenie kilku zwycięstw i czołowych miejsc w wyścigach zagranicznych i w kraju. Druga cześć, nie należy do wybitnych –prześladowały mnie choroby i non stop niespodziewane defekty, ale taki jest  sport. Mam nadzieję  ze sezon  zakończę dobrym wynikiem na Mistrzostwach Polski w Obiszowie.

Czy udało się zrealizować jak dotąd wyznaczone cele?

Głównym naszym celem było zdominowanie wszystkich klasyfikacji drużynowych. Cała nasza ekipa  udowodniła, że  wszystkie  klasyfikacje drużynowe należą do nas i je wygrywamy. Zasługą tego jest dobra dyspozycja całej ekipy. Świetnie spisuje się Michalina Ziółkowska, która idealnie dopasowała się w szeregi  nowej  drużyny – Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team. Generalnie  nie schodzi z podium w kraju i za granicą. Wszyscy pokazali się w tym sezonie z dobrej strony.

Ja bardzo chciałem wywalczyć kwalifikacje na przyszłoroczne MŚ i to mi się udało. Zająłem 11 miejsce na maratonie UCI Salzkammergut Trophy w Austrii. Ważnym celem były też starty zagraniczne. Michalinie udało się wygrać kilka ciężkich maratonów w Alpach. Nie ukrywam, że bardzo pomógł nam w tych startach nasz sponsor – Volkswagen Samochody Użytkowe. Samochód, który od niego dostaliśmy – Volkswagen Crafter, okazał się bardzo wygodny na takie wyjazdy. Zarówno na te krajowe, jak i na te dłuższe, zagraniczne. Udaje nam się zapakować do niego cały nasz sprzęt, dzięki czemu nie musimy się martwić o jego transport i logistykę w czasie zawodów. W środku mamy również ekspres do kawy do robienia espresso w trakcie jazdy J

Na co dzień oprócz przygotowań, treningów do startów, pracy trenera personalnego jest Pan także mężem i ojcem. Jak łączy Pan te wszystkie funkcje i jednocześnie zachowuje pokłady energii na kolarskie starty?

Po prostu kocham to co robię. Najbliższa rodzina w pełni akceptuje moją pracę i zawsze mnie wspiera w ciężkich momentach, a bez tego nie dałoby sobie rady. Gdy żona i dzieci akceptują taki styl życia, można komfortowo realizować swoje plany. W ciężkich chwilach, a są takie, bardzo pomagają postępy i wyniki zawodników z którymi współpracuję.

Wróćmy jednak do tego, jak wyglądały Pańskie początki w kolarstwie górskim i co Pana zdaniem  zmieniło się od czasu, gdy Pan rozpoczął sportową karierę?

 Moja  przygoda z kolarstwem zaczęła się bardzo późno. Miałem 19 lat, gdy wystartowałem w pierwszych zawodach. Wycieczki i ściganie ze znajomymi do schroniska czy na ustaloną górę to były pierwsze kroki. W tamtych czasach królowała w kolarstwie formuła XC. Teraz bardzo rozwinięte są maratony i startują w nich tysiące zawodników, od amatorów po zawodowców.

A co się zmieniło od czasu moich początków? Przede  wszystkim mamy obecnie całkiem inny sprzęt, gdzie praktycznie wszystko zbudowane jest z włókna węglowego. Za tym idzie niesamowicie niska waga, nie mówiąc już o sztywności całego roweru. Koła są większe, co ułatwia pokonywanie coraz to trudniejszych tras. Wcześniej rowery były stalowe lub aluminiowe. Były toporne i ciężkie, jeździło się na nich dużo trudniej.

Jak wiele zmieniło się według Pana w systemach treningowych wśród kolarzy górskich ?

 Ten temat nadal się rozwija i tak będzie zawsze. Kiedyś  trenowaliśmy na wyczucie, później była rewolucja gdy wyszły mierniki tętna i treningi w dużej mierze opierały się na nim. Do tego doszły badania wydolnościowe, na których opierał się trening. Ostatnie lata to kolejna nowość – miernik mocy. Trening opieramy na mocy, jaką generujemy, czyli na watach. Do tego dochodzi dieta, która dziś jest bardziej wyszukana. Kiedyś nie mieliśmy batonów energetycznych, czy żeli z szybkim zastrzykiem energii. Jedliśmy banany, bułki z dżememJ. Również ta dziedzina rozwija się w niesamowitym tempie. Medycyna, nowinki techniczne – teraz to normalne i praktycznie wszyscy z tego korzystają. To wszystko jest obecnie ogólnodostępne i kto ma środki, ten korzysta z tych narzędzi treningowych.

Co sądzi Pan o powszechniej panujące opinii wśród kolarzy, że obecne zawody stają się widowiskiem dla sponsorów i nie ma w nich żadnych ciekawych tras ani wsparcia finansowego w przypadku nagród dla zwycięzców?

 Tak to prawda. Ostanie lata pokazały nam, że zorganizowanie zawodów to przede wszystkim możliwość zarobienia pieniędzy i zdecydowana większość organizuje te imprezy w takim celu. Wysokie wpisowe, słaba jakość tras, nijakie nagrody, to nie jest budujące. Powoli można jednak zaobserwować, że to się delikatnie zmienia na plus. Uważam, że  zawodnik za swój trud powinien być nagrodzony, a jeżeli ma dostać  reklamówkę z odblaskami czy dzwonkiem i wielkim napisem sponsora to lepiej mu dać kwiaty, aby go tym nie obrażać.

Jakie ma Pan gusta kulinarne i czego unika sezonie? Czy poza okresem startowym pozwala sobie Pan na „więcej luzu” w jadłospisie od wystrzegania niektórych potraw?

 Osobiście uwielbiam kuchnie włoską i takiej się trzymam w trakcie sezonu. Nie jadam wieprzowiny, unikam wszystkich tłustych potraw. Bardzo lubię desery (sernik, lody, jabłecznik) oczywiście w rozsądnych ilościach J. Naturalnie, po zakończeniu sezonu pozwalam sobie na wiele innych potraw. Jem wtedy wszystko, ponieważ organizm się tego domaga. Ten czas nie trwa jednak długo, bo do okresu rozpoczęcia przygotowań do kolejnego sezonu. Trwa to zaledwie 2-3 tygodnie.

Zwykle trenerzy kładą główny nacisk na fizyczne przygotowanie zawodnika do treningów, startów w zawodach, zapominając o psychice i odpowiednim przygotowaniu mentalnym. Jak to wygląda w przypadku Pana, jako trenera i jednocześnie zawodnika?

 Oczywiście pracujemy i trenujemy, aby być jak najlepiej przygotowanym fizycznie. Jednak, aby to osiągnąć trzeba mieć mocną głowę, ponieważ bez odpowiedniego nastawienia ciężko jest osiągać założone cele. Musimy obrać sobie konkretny cel. To pomoże nam przezwyciężać słabe dni, które się zdarzają. Nie raz pogoda jest beznadziejna a my musimy zrobić trening. Nie powinno nas to zniechęcić lub być powodem do opuszczenia treningu. Tak samo trzeba być przygotowanym mentalnie do zawodów. Uważam, że to ma kluczowe znaczenie w osiąganiu założonych celów. Najgorsze się zaczyna jak zawodnik (wiem to po sobie) zaczyna się tłumaczyć czy zwalać winę na czynniki zewnętrze (człowiek staje się coraz słabszy i dochodzi do momentu, że nie może się zebrać) – nie możemy się oszukiwać, bo to jest początek końca.

Jakie rady dałby Pan młodym osobom, które chcą rozpocząć przygodę z kolarstwem górskim?

Młodzi muszą to traktować jako zabawę i nie robiłbym z nich od razu zawodowców. Często rodzice za dużo wymagają od dzieci i zniechęcają je. Dziecko musi czerpać z tego przyjemność i musi wiedzieć po co się wylewa tyle potu. Jeżeli już się zdecyduje uprawiać tę dyscyplinę sportu, radzę poszukać trenera czy opiekuna, który ma doświadczenie, aby  poprowadzić taką osobę odpowiednią drogą. Kolarstwo to nie tylko jazda  na rowerze!

W Polsce mamy wielu świetnych amatorów kolarstwa, a w ostatnim czasie polscy kolarze odnoszą sukcesy, nie tylko górscy, ale także szosowi i torowi, jak zatem zachęcić Polaków, do tego, aby „wsiadali na rowery’?

Tak, przede wszystkim kolarstwo szosowe u nas się odrodziło w ostatnich trzech latach. Mamy przecież obecnego mistrza świata, a w tym roku nasza młodzież zdobyła wiele medali. Chyba już nie trzeba nikogo zachęcać, bo uważam, że te sukcesy spowodowały, że mamy tysiące amatorów kolarstwa. Pewne jest  to, że z nich mogą być kolejni mistrzowie, bo od amatorów się zaczyna. Poza tym to świetna forma ruchu i samo zdrowie. Roweru możemy używać jako środka transportu i nie trzeba wszędzie jeździć samochodem.

Wiele osób uważa, że sport to tylko rywalizacja, często trenują ciężko i ponad swoje siły gdy tak naprawdę zapominają o tym, by czerpać z niego radość. Jak według Pana przekonać ich, że sport powinni traktować przede wszystkim z dystansem, mając na uwadze to, że wszystko zależy od predyspozycji psycho-fizycznych zawodnika, warunków finansowych i wielu innych czynników…

Właśnie każdy amator musi sobie zadać pytanie po co to robi i jakie ma cele. Czy czasem sport nie powinien być jednak traktowany bardziej jako hobby, a to w przypadku amatora jest zdrowsze i w sumie jeżeli mamy do tego dystans wszystko staje się prostsze. Mając rodzinę, pracę, stawianie sobie przerastających nas celów prowadzi często do frustracji i kończy się zazwyczaj źle. Musimy wiedzieć w jakim celu uprawiamy dany sport i co to nam daje. Polecam, aby każdy spojrzał na siebie z dystansem i ocenił swoje priorytety.

Co Pan uważa za największy sukces w swojej dotychczasowej karierze sportowca?

W swojej karierze wygrałem dziesiątki zawodów, ale największym sukcesem dla mnie jest to, że przez wiele lat potrafię się utrzymywać na dobrym poziomie. Czuję jednak, że młodzi zawodnicy naciskają. Lecz ja się jeszcze nie poddaję !

 Dziękuję za rozmowę!